ATLAS REZYDENCJI · WIELKOPOLSKA · DZIEDZICTWO W ZAGROŻENIU

Giżyce

Drewniany dwór z czasów stanisławowskich — dom o niezwykłej urodzie, którego nie wolno pozostawić samemu rozpadowi.

Są zabytki, które imponują skalą, i takie, które działają ciszej. Dwór w Giżycach należy do tej drugiej grupy. Nie otacza go miejski plac ani tłum zwiedzających. Stoi pośród wielkopolskiego krajobrazu, kilka kilometrów od Grabowa nad Prosną, na niewielkim wyniesieniu między rzeką Prosną a jej dopływem Bełkiem. Jego drewniane ściany, mansardowy dach i faliste szczyty przechowują pamięć świata niemal całkowicie już utraconego.

To jeden z nielicznych zachowanych drewnianych dworów Wielkopolski i zarazem budynek, którego dalsze trwanie nie jest oczywiste. Wiek drewna nie musi oznaczać wyroku: dobrze rozpoznana konstrukcja może zostać ustabilizowana, osuszona, naprawiona i przywrócona życiu. Najgroźniejsze są bezczynność, woda oraz kolejne zimy. Dlatego ta karta nie jest jedynie opisem historii. Jest również apelem o fachową, zgodną z prawem konserwatorskim pomoc.

Dlaczego ten dwór jest tak rzadki

Na początku XIX wieku większość ziemiańskich siedzib i niemal całe zaplecze folwarczne powiatu kaliskiego wznoszono z drewna. Murowany pałac, który dziś łatwo uznajemy za typowy obraz polskiej rezydencji, był tylko częścią rzeczywistości. Drewniane dwory przez dziesięciolecia rozbierano, przebudowywano, trawiły je pożary albo powolne zawilgocenie. Giżyce ocalały na tyle długo, by pokazać ich skalę, proporcje i kunszt.

Budynek wykonano w konstrukcji zrębowej, z modrzewiowych bali. Posadowiono go na fundamencie z kamienia polnego i rudy darniowej. Wewnątrz ściany były tynkowane wapiennie, pomieszczenia przykrywały stropy belkowe, a nad całością wznosił się łamany dach mansardowy. Reprezentacyjny charakter nie wynikał z kosztownego kamienia, lecz z rytmu okien, symetrii elewacji, wysokiej części środkowej i snycerskich detali.

Giżyce przed powstaniem dworu

Pisana historia miejscowości sięga XIV wieku. Nazwa związała się z rodziną Giżyckich, obecną tu do początku XVII stulecia. Później dobra przechodziły między kolejnymi rodami, między innymi Rudnickimi, Miękińskimi i Gosławskimi. Zmiany własności nie były tylko spisem nazwisk. Oznaczały działy rodzinne, małżeństwa, wierzytelności, procesy sądowe i nowe sposoby gospodarowania.

W 1762 roku Marianna Gosławska poślubiła Romana Rychłowskiego. Po jego śmierci związała się z Adamem Czernikiem herbu Orwat. Dokument z listopada 1774 roku mówi o zabezpieczeniu dla przyszłego męża znacznej sumy na dobrach. Badacz dziejów dworu Stanisław Małyszko wiąże powstanie nowej siedziby przede wszystkim z inicjatywą Marianny. Ostrożnie można przyjąć, że budowa przypadła na pierwszą połowę lat 70. XVIII wieku.

Ta kobieca sprawczość zasługuje na podkreślenie. Źródła majątkowe często eksponują mężczyzn występujących w urzędach i transakcjach, lecz decyzja o stworzeniu domu mogła należeć do właścicielki, która znała potrzeby rodziny i gospodarstwa. Giżyce przypominają, że historia architektury jest także historią kobiet podejmujących decyzje, nawet gdy nie pozostawiły po sobie podpisanych projektów.

„Wizja” z 1775 roku — gospodarstwo uchwycone w chwili

Wyjątkowym źródłem jest opis sporządzony w 1775 roku. Pozwala zajrzeć do Giżyc niedługo po budowie. Wymienia nowy dwór z piłowanych bali, dach kryty gontem, dwa kominy i metalowe ozdoby na kalenicy. Naprzeciw znajdowała się oficyna z czterokolumnowym gankiem, a w jej sąsiedztwie spichlerz i piwnica z nadbudową. Za zabudowaniami rozciągał się sad.

Opis obejmuje również folwark: dwie stodoły, nową stajnię połączoną z wozownią, owczarnię, starszą oborę z chlewikami i mniejszą stajnią. W pobliżu pracował młyn wodny. Dom nie był więc samotną dekoracją w parku. Stanowił centrum produkcji, magazynowania, transportu i zarządzania. Rytm dnia wyznaczały prace w obejściu, przejazdy wozów, karmienie zwierząt, wypiek chleba i pilnowanie zapasów.

Nie wolno mechanicznie przenosić każdego elementu tego opisu na dzisiejszy teren. Zabudowania znikały i powstawały na nowo, a układ komunikacji ulegał zmianom. Dokument daje jednak rzadką możliwość odtworzenia funkcji całego zespołu. Właśnie dlatego dwór powinien być badany wraz z otoczeniem, a nie jak oderwany od ziemi obiekt.

Fasada od północy czy od południa?

Giżycki dwór zachował zagadkę, która dobrze pokazuje, jak działa rzetelna historia architektury. Badacze różnią się w ocenie pierwotnego wejścia reprezentacyjnego. Jedna interpretacja zakłada, że główną elewacją była początkowo strona południowa, a układ później odwrócono. Inna wskazuje, że fasada północna pełniła tę rolę od początku, natomiast od południa istniały alkierze lub narożne pomieszczenia.

Opis z 1775 roku nie wymienia alkierzy, a obecny stan nie daje podstaw do stanowczego rozstrzygnięcia. W takich sytuacjach najuczciwsze słowo brzmi: „nie wiemy”. Dalszą odpowiedź mogą przynieść badania konstrukcji, analiza dawnych zdjęć, śladów ciesielskich, fundamentów i nawarstwień terenu. Niewiadoma nie osłabia opowieści — pokazuje miejsce, w którym zaczyna się prawdziwa kwerenda.

Giżyce w „Encyklopedii staropolskiej” Brücknera

Wyjątkowo ważnym świadectwem ikonograficznym jest fotografia zamieszczona na stronie 270 pierwszego tomu Encyklopedii staropolskiej Aleksandra Brücknera, wydanej przez Trzaskę, Everta i Michalskiego. Podpis brzmi: „Drewniany dwór z XVIII w. w Giżycach w pow. wieluńskim”. Pod fotografią wskazano zbiory Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sąsiednia ilustracja przedstawia drewniany dwór w Ożarowie, również w dawnym powiecie wieluńskim, dzięki czemu nie ma tu wątpliwości, o które Giżyce chodzi.

Zdjęcie jest czymś więcej niż ozdobą encyklopedycznego hasła „Dwór”. Pokazuje wcześniejszą odsłonę budynku: symetryczną fasadę z wyższą częścią środkową, wysokim łamanym dachem i wyraźnie ukształtowanymi narożnymi partiami. Nie rozstrzyga samo wszystkich pytań o alkierze ani o kolejność przebudów, ale daje punkt odniesienia starszy od wielu współczesnych fotografii. Należy go porównać z zachowaną konstrukcją, śladami fundamentów i materiałami konserwatorskimi.

Na razie reprodukcji nie publikujemy jako swobodnej ilustracji: najpierw trzeba ustalić pochodzenie pierwotnej fotografii oraz zasady jej wykorzystania. Sam opis bibliograficzny i znaczenie źródła możemy jednak podać bez zastrzeżeń. W przyszłości warto stworzyć planszę „Giżyce — trzy odsłony dworu”: dawny obraz z encyklopedii, późniejsze przekształcenia oraz dzisiejszy stan wymagający pilnego zabezpieczenia.

Dom od środka

Zachowane opisy pozwalają widzieć więcej niż elewację. W części pomieszczeń znajdowały się drewniane podłogi i parkiety; wielobarwny parkiet mógł pochodzić jeszcze z XVIII wieku. Stara mogła być także balustrada schodów. Na ścianach rozpoznano pozostałości tkanin obiciowych. Na poddaszu mieściły się cztery pokoje, a układ parteru służył zarówno reprezentacji, jak codziennym czynnościom.

Próby odczytania dawnych funkcji wskazują między innymi salon od południowego wschodu, możliwą bibliotekę oraz pomieszczenie kredensowe lub gospodarcze. W połączonej ze dworem oficynie znajdowały się jadalnia, kuchnia, spiżarnia, gabinet określany jako „pokój japoński”, kasa i dalsze zaplecze. Nazwy te należy traktować jako element rozpoznania badawczego, nie gotową scenografię jednego momentu.

Najważniejszy jest związek pomiędzy pokojami. Zapach i hałas kuchni oddzielano od części mieszkalnej, lecz potrawy musiały sprawnie docierać do jadalni. Dokumenty i pieniądze przechowywano blisko miejsca pracy właściciela lub administratora. Goście poruszali się inaczej niż służba. Tak czytany plan domu staje się zapisem relacji społecznych.

Właściciele i przemiany XIX wieku

Po sporach spadkowych prowadzonych na przełomie XVIII i XIX wieku dobra sprzedano w 1806 roku Andrzejowi Cieleckiemu. Następnie przechodziły na jego synów, były dzierżawione, a w 1837 roku kupił je Wojciech Biernacki. Z majątkiem wiązały się także Mączniki, Niwiska i Zamoście. W połowie stulecia własność zmieniała się w wyniku licytacji i rodzinnych rozliczeń.

Od 1876 roku do śmierci w 1919 roku majątkiem władała Eleonora Sadowska. Z lokalną tradycją wiąże się remont przeprowadzony przez Sadowskich przed pierwszą wojną światową: wymiana podwalin i szalunku, być może również zmiana południowo-zachodniej części domu. Po Eleonorze dobra przejął jej brat, ksiądz Mieczysław Sadowski. Następowała parcelacja; około 1930 roku majątek liczył już tylko 117 hektarów.

Rodzinna kronika Talikowiczów wnosi dodatkowy trop dotyczący Eleonory Stawowskiej i późniejszych związków rodzinnych. Jest wartościowym świadectwem pamięci, ale wymaga porównania z księgami hipotecznymi, metrykalnymi i notarialnymi. W portalu zachowujemy go jako źródło pomocnicze, nie jako rozstrzygnięcie wszystkich różnic w nazwiskach i dziedziczeniu.

Szkoła, wojna i sklep

Na początku lat 20. XX wieku dwa pomieszczenia parteru od północnego wschodu przeznaczono na sale szkolne. To ważna zmiana funkcji: prywatny dwór stał się częściowo miejscem publicznym i edukacyjnym. W 1928 roku właścicielami zostali Eleonora Józefa i Julian Teofil Sokolewiczowie. W 1939 roku resztówkę o powierzchni 6,7 hektara kupili Antoni Konopa i jego żona Czesława z Matysiaków. Konopowie są zatem ostatnią udokumentowaną rodziną prywatnych właścicieli w opisanym ciągu dziejów Giżyc.

Podczas okupacji w budynku mieszkały wysiedlone rodziny. Wielość lokatorów i wojenne warunki przyniosły straty we wnętrzach, między innymi w piecach. W 1946 roku Czesława Konopa urządziła sklep w jednej z dawnych sal szkolnych. Takie użytkowanie mogło naruszać substancję, lecz jednocześnie utrzymywało dom w kręgu codziennego życia wsi. Według opracowania Stanisława Małyszki w 2019 roku dwór pozostawał własnością potomka Konopów; portal nie podaje danych żyjącej osoby ani informacji kontaktowych.

Gont przetrwał na dachu do lat 40. lub 50. XX wieku. Pokrycie zmieniano etapami na blachę, naprawiano więźbę i dach oficyny. W 1958 roku zasypano piwnicę pod wschodnią częścią. Od końca lat 70., gdy obok powstał nowy dom, stary dwór pozostawał niezamieszkany. Od tego momentu czas przyspieszył: nieogrzewany i pozbawiony stałej opieki budynek zaczął tracić kolejne elementy.

Co właściwie trzeba ratować

Ratowanie Giżyc nie oznacza wymiany starego drewna na nowe tak długo, aż pozostanie jedynie kopia. Wartością jest oryginalna substancja: bale ze śladami narzędzi, sposób ich łączenia, więźba, fragmenty stolarki, parkietów i obicia, snycerskie głowice oraz warstwy świadczące o kolejnych przebudowach. Każdy z tych elementów wymaga dokumentacji przed interwencją.

Pierwszym krokiem powinno być aktualne rozpoznanie konstrukcyjne i konserwatorskie. Archiwum delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Kaliszu posiada ekspertyzę konstrukcyjną z 2018 roku, ale po upływie kolejnych lat stan mógł się zmienić. Niezbędne są kontrola dachu i odwodnienia, zabezpieczenie otworów, rozpoznanie grzybów oraz owadów, ocena podwalin i fundamentów, a także ochrona zachowanych detali.

Działania awaryjne nie mogą być improwizacją. Folia założona bez wentylacji może zatrzymać wilgoć; źle podparty strop może przenieść obciążenie na osłabione miejsce; demontaż bez numeracji rozproszy elementy. Potrzebny jest projekt przygotowany przez osoby doświadczone w konserwacji drewnianej architektury i uzgodniony ze służbami ochrony zabytków.

Drewno jest archiwum

W starym dworze każda belka może przekazywać kilka rodzajów informacji. Gatunek drewna mówi o wyborze budowniczych, układ słojów może pomóc w datowaniu, zaciosy ujawniają technikę ciesielską, a niepasujące gniazda po połączeniach świadczą o przeniesieniu elementu albo dawnej przebudowie. Nawet warstwy farby i gwoździe mają chronologię. Dlatego rozpoznanie powinno poprzedzać decyzję, co zachować, co wzmocnić, a co — wyłącznie w ostateczności — wymienić.

Badania dendrochronologiczne mogłyby sprawdzić czas ścięcia drewna użytego do budowy i kolejnych napraw. Skanowanie przestrzenne pozwoliłoby utrwalić geometrię odkształconej konstrukcji, a fotografie w wysokiej rozdzielczości — stworzyć inwentarz detalu. Archeologia architektury mogłaby pomóc w sporze o pierwotną fasadę i alkierze. Są to propozycje dalszego programu, nie informacja, że takie badania już wykonano.

Podobnej uwagi wymagają pozornie młodsze warstwy. Sala szkolna i sklep nie należą do osiemnastowiecznego programu, ale opowiadają o późniejszej wspólnocie. Konserwacja nie musi przywracać jednego arbitralnie wybranego „najpiękniejszego” momentu. Może pozostawić czytelne świadectwa kilku epok, o ile projekt wyjaśni ich znaczenie i nie zagrozi konstrukcji.

Od rozpoznania do programu ratunkowego

Odpowiedzialny program można podzielić na etapy. Pierwszy to bezpieczeństwo ludzi i zabytku: ograniczenie dostępu do stref grożących zawaleniem, doraźne podparcia zaprojektowane przez konstruktora oraz zatrzymanie dopływu wody. Drugi obejmuje pełną inwentaryzację, badania materiałowe i projekt konserwatorski. Dopiero trzeci jest właściwą naprawą konstrukcji, poszycia, stolarki i detalu.

Etapowanie ma także sens finansowy. Pozwala oddzielić koszt nagłego zabezpieczenia od wieloletniej adaptacji, aplikować do różnych programów dotacyjnych i rozliczać prace według mierzalnych rezultatów. Warunkiem jest ciągłość: prowizoryczne zabezpieczenie pozostawione na lata może stać się kolejnym źródłem szkód. Każdy etap powinien kończyć się kontrolą stanu i wskazaniem terminu następnego działania.

Przejrzysty kosztorys i dokumentacja fotograficzna budują zaufanie darczyńców. Publiczny apel powinien mówić konkretnie, czy zbierane środki służą ekspertyzie, zabezpieczeniu dachu, konserwacji detalu czy przygotowaniu projektu. Nazwa zabytku nie może być jedynie emocjonalnym hasłem. Musi jej towarzyszyć odpowiedzialny podmiot, rachunek działań i nadzór specjalistyczny.

Nowe życie bez utraty autentyczności

Zabytek przetrwa tylko wtedy, gdy po naprawie będzie miał trwałego gospodarza i rozsądną funkcję. Giżyce mogłyby stać się miejscem edukacji o drewnianych dworach, małym centrum historii lokalnej, pracownią rzemiosła konserwatorskiego lub przestrzenią pobytów twórczych. Wybór musi wynikać z badań, możliwości finansowych, bezpieczeństwa pożarowego i realnej zdolności utrzymania obiektu.

Nie każda funkcja pasuje do starego domu. Intensywna gastronomia, przypadkowe instalacje czy nadmierna liczba gości mogłyby wymagać zbyt głębokiej ingerencji. Możliwe jest natomiast etapowanie: najpierw zatrzymanie degradacji, potem projekt i pozyskanie środków, następnie prace konstrukcyjne, konserwacja detalu i dopiero na końcu program użytkowy. Dobrze przeprowadzony proces może sam stać się lekcją i przedmiotem dokumentacji.

Apel o ratunek dla Giżyc

Portal Pałacu Walewskich w Inczewie nie rozstrzyga spraw własnościowych i nie zastępuje decyzji konserwatora. Może jednak zrobić rzecz podstawową: nie pozwolić, by dwór zniknął w ciszy. Apelujemy o współpracę właściciela, samorządu, służb konserwatorskich, specjalistów od konstrukcji drewnianych, organizacji społecznych i darczyńców. Potrzebna jest rozmowa oparta na aktualnej diagnozie, harmonogramie oraz jawnie określonej odpowiedzialności.

W Giżycach nie chodzi o stworzenie malowniczej makiety. Chodzi o zachowanie autentycznego budynku, który pamięta schyłek Rzeczypospolitej, zabory, szkołę, wojnę i powojenny sklep. Jeśli zostanie uratowany, będzie świadczył nie tylko o dawnych właścicielach. Opowie także o pokoleniu, które zobaczyło zagrożenie i potrafiło zareagować.

Most do Inczewa

Dla Inczewa Giżyce są przestrogą i zobowiązaniem. Oba miejsca przypominają, że rezydencja bez parku, gospodarstwa, ludzi i pamięci staje się pustym obrazem. Różnią się materiałem i formą, ale łączy je pytanie o odpowiedzialność obecnego pokolenia. Dokumentacja fotograficzna, zbieranie relacji, rozpoznanie archiwów i mądre planowanie prac nie są dodatkiem do remontu. Są częścią ratowania.

Dlatego karta Giżyc pozostanie otwarta. Będziemy dopisywać potwierdzone ustalenia, szukać planów, fotografii wnętrz, świadectw uczniów dawnej szkoły i klientów wiejskiego sklepu. Każdy materiał musi mieć opis pochodzenia i zgodę na publikację. Z tak zebranych drobnych dowodów może powstać pełna biografia domu.

Społeczne archiwum domu

Najcenniejsze informacje mogą znajdować się poza urzędowymi archiwami. Rodzinny album może pokazywać nieistniejący ganek, szkolna fotografia — układ okien i ogrodu, a rachunek cieśli — datę naprawy dachu. Wspomnienie nie zastępuje dokumentu technicznego, lecz potrafi wskazać, czego szukać. W portalu każde świadectwo będzie opisane według pochodzenia i stopnia pewności.

Potrzebne są nie tylko „ładne stare zdjęcia”. Liczą się widoki podwórza, oficyny, dróg, drzew, młyna i zabudowań gospodarczych. Ważne mogą być podpisy na odwrocie, pieczęcie zakładu fotograficznego, data komunii lub szkolnej uroczystości. Oryginałów nie należy przesyłać pocztą bez zabezpieczenia; najpierw warto wykonać skan obu stron w wysokiej rozdzielczości i zanotować właściciela materiału.

Taka zbiórka może połączyć historię naukową z pamięcią mieszkańców, nie mieszając ich poziomów. Źródło archiwalne potwierdza transakcję, badanie budynku — fazę konstrukcji, a relacja świadka — sposób użytkowania. Dopiero wspólnie pozwalają zrozumieć, czym Giżyce były dla ludzi, którzy przekraczali próg tego domu.

Oś czasu

Źródła, stopień pewności i dalsza kwerenda

Poszukujemy: dawnych fotografii wnętrz i otoczenia, planów, wspomnień o szkole i sklepie oraz informacji o zachowanych elementach wyposażenia. Materiały należy przekazywać z opisem autorstwa i praw do publikacji.